• Wpisów:393
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:20
  • Licznik odwiedzin:33 030 / 3268 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Mam chwilkę dla siebie Michał z Tatą pojechał do babci T. Święta minęły szybko ale owocnie . Cały drugi Dzień Świąt spędziliśmy tylko w trójkę . Zabawy, szaleństwa, błogie lenistwo.
Za nieco ponad tydzień kolejna okazja do świętowania. J. obchodzi urodziny Z 0 na końcu czyli takie trochę okrągłe. Z tej okazji wpadłam na pomysł prezentu. Marzył o nim już od dawna. W końcu jest okazja. Będzie to teleskop.
Może mój mały astronom wypatrzy jakąś nową gwiazdę. Oby tylko na niebie

A oto i on:
 

 
Zapomniałam jeszcze napisać, że jego ulubionym słówkiem, jest "gdzie".

Wracamy tydzień temu od teściowej.
Michał zapięty w foteliku, tata włącza silnik, a ja mówię: "Michałku, jedziemy do domku".
A On na to: "Gdzie?" , więc mówię: "Do babci B." On na to: "Gdzie?", na co ja odpowiadam: "na wieś". On znowu to swoje "gdzie" i tak przegadaliśmy całą drogę. On zadawał pytanie "gdzie?" a ja odpowiadając wymyślałam coraz to nowe rzeczy.

A podobno dzieci najczęściej zadają pytanie "dlaczego?" Pewnie i na to przyjdzie czas.

Słówka "gdzie" nauczył się ode mnie. Pokazywałam Mu różne osoby lub przedmioty, opisywałam ich nazwy i przeznaczenie a następnie pytałam: "A gdzie jest zegar, a gdzie jest babcia, itd." A Michał pokazywał. I zapamiętał słowo "gdzie".

Ot i cała historia
 

 
Myślałam, że dziś nie pójdę do pracy. Mój Skarb obudził się dziesięć minut przed moim wyjściem. Otworzył oczy, rozejrzał się po pokoju, zauważył, że mamy nie ma w łóżko i uderzył w płacz. Wygrzebał się z pościeli i wstaje. Zauważył mnie i wyciąga rączki, żebym go przytuliła.
No więc mamusia rzuciła wszystko i dalej spieszy do swojego Skarbka. Przytulam, szepczę do uszka, a on uczepiony mojej szyi przytula się z całych sił.
I tu powstaje pytanie: Iść do pracy, czy nie?
Rzadko się zdarza, żeby wstawał o tej porze. Z reguły kiedy wychodzę do pracy, moi chłopcy jeszcze śpią. Dzięki temu rozstanie z nimi jest dla mnie mniej bolesne niż dzisiejsze.
Zakończyło się na tym, że zaniosłam Go do babci. po pięciu minutach już smacznie spał.
Uwielbiam te chwile, kiedy przytula się do mnie taki zaspany i cieplutki. Ale kiedy widzę te zapłakane oczka i buzię w podkówkę, to mam ochotę rzucić wszystko i przytulać, przytulać, przytulać...
I jak mówi mój Mąż zrobić z Niego maminsynka .
Coś mi się zdaję, że ja bardziej od Michałka przeżywam te rozstania.
Ale taka już jestem.

Wczoraj biegaliśmy po pokoju i kopaliśmy piłkę. Przy każdym kopnięciu Michałek krzyczy: gol! To jedno z pierwszych słów które, zaczął mówić wyraźnie. Poza tym mówi mama, daj, czasem też baba. Na gołąbka mówi "go" .
Z resztą nazw radzi sobie ręcznie. Pokazuje co chce mówiąc: "daj". I pokaże też większość rzeczy o które się go zapyta.
Problem jest jeszcze tylko z określeniem tego co go boli. Kiedy Go o to pytam zawsze pokazuje na głowę.
Biega już na całego. Wszyscy maja oczy dookoła głowy a mimo to nabija sobie siniaki. Kilka dni temu podsunął sobie pudełko z zabawkami do szafki i zaczął się po nim wspinać, żeby sięgnąć wyżej. Dwa dni temu otworzył piekarnik. Myślałam ze wstaje i przytrzymuje się uchwytu, a On tymczasem wstał i z całej siły pociągnął. Podpatrzył kiedyś u babci jak wkładała ciasto i skubaniec mały otworzył.
Poza tym ma manię sprzątania. Zabiera łopatkę lub miotłę i zamiata. A odkurzacz tak pokochał, że kiedy odkurzam to dosłownie skacze z radości i biega za mną. A kiedy dorwie jakąś ścierkę, lub nawet część garderoby to wszystko wyciera: szafki, półki, podłogę. Dlatego też nauczyłam się dzięki temu odkładać wszystkie ubrania na swoje miejsce: do szafy.
Oj nauczył Nas obojga z mężem porządku i odkładania rzeczy na swoje miejsce. Po tym jak schował kluczyki od auta i domu do swojego pudelka z zabawkami, odkładamy rzeczy tam gdzie ich miejsce.
Tak więc dziecko uczy porządku i systematyczności. A także dobrej organizacji czasu pracy i odpoczynku.
Choćby dlatego warto je mieć . Poza tym już nie wyobrażam sobie życia bez mojego Maleństwa. A jedyne czego żałuję to tego, że tak długo czekaliśmy z decyzją o dziecku.
 

 
Michałek jutro kończy pierwszy roczek swojego życia. Od wczoraj jestem w nastroju wspominkowym . pamiętam jak się denerwowałam rok temu o tej porze. I w końcu 7 grudnia pojawił się na świecie mój Skarb. . Mój Mały Kropeczek . Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego. Właściwie to już ciężko mi jest przypomnieć sobie czasy bez niego. Jest w Nim tyle energii i radości. Moje 10 kg Szczęścia
Jutro czeka nas mała impreza. Będzie dzień zabaw, szaleństw, prezentów i oczywiście dmuchanie świeczek na torcie.
Wzięłam z tej okazji dzień urlopu. Strasznie się ciesze na ten dzień. To też moje święto (zostałam mamą). A dzień później moje urodzinki . Taki dostałam super prezent od Synka.
 

 
Moje chłopaki odpoczywają. A ja korzystając z wolnej chwili, postanowiłam coś w końcu napisać.
Od poczatku listopada w pracy mam szaleństwo. Spodziewam się kontoli w przyszłym roku, a musze wysprzątać bałagan który się zrobił podczas mojej 9 miesięcznej nieobecności w pracy.
Porządkuje i spisuje dokumenty. W domu też robię porządki. Pozbywam się starych książek. Część chciałabym sprzedać, a część oddać. Może komuś jeszcze się przydadzą. Na swoją kolejke czekają też ubrania. Nie mogę się już pomieścić w szafach.
 

 
Michałek od kilku dni wybiera się na dłuższe samodzielne wycieczki na własnych nóżkach . Nie chce już być prowadzony za rączkę. No przecież to juz w końcu duży facet jest . 7 listopada skończył 11 miesięcy. Poza tym pomaga już mamie w sprzątaniu. Zrzuca wszystko z niższych półek.

Wyrzynają się następne ząbki. To już 9 i 10. Bardzo mało je. Na szczęscie przybiera na wadze. Waży 9,5 kg.
 

 
Strasznie długo nie pisałam. Michałek ma już 9 miesięcy, 8 ząbków na wierzchu i udane próby chodzenia za sobą. Ale ten czas pędzi.
Poród trwał około 9 godzin. Michałek urodził się 7 grudnia 2010. Dostałam super prezent na Mikołaja i urodziny równocześnie . Ważył 2950g i mierzył 53 cm. Dostał 10 w skali Apgar. A wydaje się, że całkiem niedawno przywiozłam maleńka istotkę do domu,a tu proszę - już sam chodzi. Gorzej z mową. Około 4 miesiąca zaczął gaworzyć. Bawił się dźwiękami i sylabami. Trwało to do 6 miesiąca i od tej pory jakoś nie może się przełamać. Czasem mu się wyrwie coś w stylu "idź", "eść" "hau" ale na mama czy tata trzeba nieraz czekać kilka dni. Za to zapytany o części ciała np. ucho czy nos pokazuje je. Tak samo niektóre rzeczy. Robi przy tym taki słodki gest ręką.Podnosi rączkę do góry a dłoń trzyma tak jakby trzymał w niej jabłko.
Ostatnio byliśmy w ZOO. Świetnie się bawił. Zwłaszcza w Mini ZOO. Strasznie lubi zwierzątka, zwłaszcza psy i ptaki.
Ja już wróciłam do pracy. Strasznie za Nim tęsknie. Uwielbiam tę chwilę kiedy wchodzę do domu a On wyciąga rączki żebym Go przytuliła. A potem żąda wyłącznej uwagi aż do 20 kiedy to idzie spać. Skaczemy, tańczymy, bawimy się, ćwiczymy chodzenie, oglądamy zwierzątka (te duże np. pieski, kotki, ptaszki i te małe: żuczki,żabki, ślimaczki), podziwiamy przyrodę głównie kwiatuszki i listki drzew i czasem coś zjemy. Kocham mojego Urwiska. Tęsknie za Nim.
 

 
W niedziele dowiedziałam się, że mój kuzyn ma przerzuty raka węzłów chłonnych. Wyrósł mu już wielki guz na szyi. Żadne leki i chemie nie pomagają. Szukamy jakichś dobrych specjalistów onkologów.
Sytuacja jest tym gorsza, że ma dwójkę małych dzieci. Jedno ma dopiero 9 miesięcy.
Choroba niesamowicie postępuje. Niecały rok temu po kilku chemiach wydawało się, że wszystko przeszło. Teraz wróciło i szybko się rozwija. Kuzyn strasznie traci na wadzę, głową nie może już obrócić z powodu tego guza.
Jest załamany i widać, że powoli traci wiarę w wyzdrowienie. Coraz trudniej go zmusić na kolejną wizytę.
Obawiamy się najgorszego.
 

 
Nie wiem czy powinnam o tym pisać. Nie chce niczego zapeszać. Nie jestem przesądna, ale...
Napisze...
Jestem szczęśliwa Moja Maleństwo rośnie pod moim sercem, już nawet informuje mnie o swoim istnieniu . To takie cudowne uczucie. I ta świadomość, że noszę w sobie nowe życie. Taką małą kochaną i tyle wyczekiwaną Istotkę.
Mąż jest cudowny Bardzo mi pomaga, chociaż sam ostatnio ma mnóstwo pracy.
Dziecko bardzo nas do siebie zbliżyło.
Kocham ich oboje najbardziej na świecie.
 

 
Tak bardzo brakuje mi mojego dawnego Przyjaciela. Mogłam powiedzieć o wszystkim nie narażając się na śmieszność i niezrozumienie. Tak bardzo potrzebuje teraz rozmowy. To wcale nie jest kaprys ciężarnej.

Bardzo się boję. Po ostatniej wizycie u ginekologa nie mogę dojść do siebie. Wyszłam na ulicę i popłakałam się. Nie były to jednak łzy szczęścia. Nawet nie chce mi to przejść przez gardło. Odrzucam te wszystkie złe myśli od siebie. Biorę hormony i modlę się żeby to pomogło.

Za pięć dni zobacze moje Maleństwo. A potem kolejne badania. Wiedziałam że nie trzeba za wcześnie się cieszyć.

I właśnie o tym chciałabym z Nim porozmawiać. Dlaczego kiedy potrzebuje przyjaciół to ich nie mam? Dlaczego najlepiej dogaduje się z mężczyznami? I dlaczego oni po pewnym czasie uciekają ode mnie zranieni? Dlaczego oczekują więcej niż tylko przyjaźni?

Tak naprawde to chyba nie chce wcale znać odpowiedzi na te pytania. Chce tylko porozmawiać.
Wspominałam dziś rozmowy i chwile spędzone z moim dawnym Przyjacielem. Mam nadzieje, że odnalazł wreszcie swoje Szczęście. A raczej jestem tego pewna. Szkoda tylko, że utraciliśmy ze sobą kontakt. Ale widocznie tak miało być.

A ja? Nie mam już przyjaciół a nie chce szukać innych. Zbyt mocno ich ranię.
  • awatar wichry namiętności: Jakoś trudno uwierzyć mi że ranisz...poprostu sama wiem po sobie że tak naprawdę do prawdziwej, szczerej przyjaźńi - takiej do końca, naprawde daleka droga :( Służę wysłuchaniem jeśli zechcesz :) Miłego dnia i uśmiechaj się, ciesz swoim maleńswtem które niedługo obejmiesz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tak wiele się wydarzyło.
Najważniejsze jednak, że jestem Szczęśliwa!
Spodziewam się dziecka
I właśnie dziś Moje Maleństwo kończy dwa miesiące
Cudowne!!!
 

 
Czemu okłamuje samą siebie, że może jeszcze wszystko się ułoży, że jeszcze kiedyś będę z Nim szczęśliwa. Dobrze wiem, że tak nigdy nie będzie. Nigdy się nie zmienimy. Ani ja ani On.
 

 
Wcale nie mam ochoty tam jechać. Domyślam się jak to wszystko będzie wyglądać. Żałuje teraz, że się zgodziłam. Mogłabym w tym czasie napisać rozdział pracy na zaliczenie. Nie mam ochoty poznawać tych ludzi, nie mam ochoty z nimi rozmawiać a raczej próbować się porozumieć. Dlaczego znów robię coś wbrew sobie? Nie wiem czemu próbuje na siłę ratować to małżeństwo. Jest mi źle w tym związku. A ten wyjazd napewno niczego nie zmieni. Dlaczego ciagle ja muszę z czegoś rezygnować? Dlaczego On nie może zrezygnować z czegoś dla mnie?
 

 
Po 7 egzaminach krótka przerwa w sesji. W czwartek wyjeżdzam . Krótki weekend z mężem dobrze mi zrobi. Mam już dosyć wszystkiego. Juz nie moge się doczekać
 

 
Pięć sztuk w ten weekend. W tym najgorszy z angielskiego. Umiem na dwa . A czasu tak niewiele. Ale za to za dwa tygodnie wielka przygoda. Krótki urlopik. Już nie mogę się doczekać.
 

 
Chciałam to i mam. Jedno zaliczenie już za mną. Jeszcze 7 w tym 5 na najbliższym zjeździe. Uczę się, uczę się, uczę się...
 

 
To już jutro. A ja mam wrażenie że nic nie umiem. . Chciałbym mieć to już za sobą.
 

 
Muszę się uczyć . Znienawidzonego przedmiotu!!! No cóż! Sesję czas zacząć!!!
 

 
Jestem wściekła!!! Jak dorosły człowiek, żonaty od ponad dwóch lat, może się tak zachowywać! To miał być naprawde fajny wieczór. Jednego tylko zabrakło. Jego obecności!
 

 
 

 
"...odpływa daleko
W marzeń odległy świat"
 

 
"Z naszym wspólnym udziałem
Spełni się każde marzenie... "
 

 
W domu . Pije winko i odpoczywam. Należy mi się! A co! . Czeka mnie nocna wyprawa w świat PR-u . Jeszcze 20 tematów do opracowania. Pół godzinki słodkiego lenistwa i do dzieła .
 

 
Wraz z powrotem do pracy masa zaległości. Nie wiem kiedy się z tym uporam. Ale jestem dobrej myśli. Chociaż sesja na karku.. Zabieram się do pracy.
 

 
Co nowego? Tylko rok!
 

 
 

 
Ciekawe jakie popołudnie mnie czeka? Wczoraj było cudownie A dziś? Już nie mogę się doczekać.
 

 
Mam dużo pracy. Musze nadrobić wszystkie zaległości. To nie będzie łatwe. Ale jakoś sobie poradzę.
 

 
Okropne być chorym. Gdyby nie Ty chyba bym zwariowała. Pomogłeś mi to przetrwać. Dziękuje Ci za to. Kocham Cię.
 

 
Dopadł mnie mały stresik. Mam nadzieje że wszystko się uda. Już nie mogę się doczekać efektów.